Untitled Document
Piosenka
Razu pewnego w niebiesiech, Jak anielska fama niesie, Pan Bóg z diabłem siadł do kart. Kto ma szczęście, ma i w kartach! Bóg postawił Bonaparta, Mastai'ego stawiał czart.
Nędzny, mizerny prałarik! Książątko, arystokracik, Szelma złośliwa jak pchła! Gra nie była świeczki warta! Więc Bóg zrządził, aby karta Tylko diabłu ciągle szła.
"Obu bierz! - drwił Pan nad Pany - Co teraz zrobisz z wygranej?" Tylko w kułak śmiał się czart. Nie minęły dwa pacierze, Mastai został papieżem, A cesarzem - Bonapart.
DO TYCH, KTOltZY SPIĄ JESZCZE
Zbudźcie się ze snu! Dość tej hańby! Nie straszny błysk strzelniczej skałki! Nie straszny huk armatniej palby! Obywatele, czas do walki! Czas płacić historyczne długi! Dłoń, co w dziewięćdziesiątym drugim Dwudziestu królom się oparła, Niech rwie dziś pęta i kajdany! Gdy marły z ojca rąk tytany, To czyżby syn się uląkł karła?
Niech bandę i jej herszta porazi wasz ogień!
Bóg jest po waszej stronie, ksiądz jest waszym wrogiem.
A Bóg jest wszechmogący. Przed nim najpotężniejszy władca prochem pada, On jak psa może zabić lwa i zdeptać gada
Może stopą pogromcy. On dmuchnięciem tak lekkim jak oddech ptaszyny Z marmurowych ołtarzy potężnej świątyni
Spiżowe bożki strąci.
Joasia była w myślach pogrążona cała. Zbliżyłem się: - Joasiu, powiedz, co byś chciała? Nade wszystko uwielbiam te małe stworzenia, Lubię śledzić, zgadywać, spełniać ich marzenia, Zawsze ich małym światem myśl ma jest zajęta. Joasia mi powiada: - pokaż mi zwierzęta. Więc pokazałem w trawie spieszącą się mrówkę. Joasia zawiedziona odwróciła główkę.
- Nie, zwierzę to rzecz duża.
Ich marzenie zawsze Jest duże. Dla żywiołów są tylko łaskawsze. Ocean je czaruje swym głosem chrapliwym, Huragan pieści, bawią fal spienione grzywy; Wciąż cudu im potrzeba, kochają lęk, trwogę.
- Nie mam słonia pod ręką, dać ci go nie mogę, Lecz może co innego, Joasiu, byś chciała? Powiedz! - Joasia niebo paluszkiem wskazała.
- To chcę! - mówi. Już wieczór mgłą dokoła dymił. Spojrzałem: na horyzont wszedł księżyc olbrzymi.
WIECZÓR W BRETANII
Mgła przenikliwa i wrzosy bure; Do wodopoju zmierzają woły; Na czarnym niebie wstał księżyc goły I blask znienacka rzucił na chmurę.
Nie wiem, gdzie, kiedy, źle czy też dobrze Mistrz Iwon stary grał na swej kobzie.
Podróżny idzie, w landach noc ciemna; Cień stąpa z tyłu, cień kroczy z przodu; Zachód jest blady, blask lśni od wschodu, Tu zmierzch się kładzie, tam wstaje pełnia.
Nie wiem, gdzie, kiedy, źle czy też dobrze Mistrz Iwon stary grał na swej kobzie.
Pod siwą strzechą pająk sieć mota; Obwisłą wargę wysuwa strzyga; Chochlik połyska w błędnych ognikach Jak w tulipanie słupek ze złota.
|
 |